|
Baletu też nie będzie Prostując domysły: dziś byłam pierwszy dzień w pracy. I tylko jedno mogę rzec: okurwajapierdolę.Wiem, że brzydko ale dokładnie tak. I tyle na dziś. Padam. 2010-02-01 22:17:11 skomentuj (1) Nie będzie chóru, będzie balet Oj, zakotłowało się wczoraj w krokodylu, i to jak. Dodajcie sobie: piątek, koniec miesiąca, kryzys. Poleciały głowy w moim dziale. I to takie, wydawałoby się, nie do ruszenia. Jakbym się dobrze wysiliła to mogłabym winą za to obarczyć siebie. Bo na swoje zastępstwo wybrałam dziewczynę co nie tylko zostaje w firmie, mimo mojego powrotu, ale przejmuje pracę trzech zasiedziałych osób, a im dziękujemy. Gdybym się wysiliła to tak mogłabym pomyśleć ale po pierwsze to szefowie podejmują decyzje, w końcu to ich firma. Po drugie, większy wysiłek intelektualny jest mi obecnie niemiły. Za to inni, w sensie współpracownicy, nie są tacy przesądni, w związku z powyższym moja komórka rozgrzała się do czerwoności. Niby pretensji nie było ale sączono jad, jaka to ja jestem biedna. Tyram w tym krokodylu prawie 10 lat i awansu ani widu ani nic. A tu przychodzi taka siksa na zastępstwo i po roku biorą ją na górę. Co więcej, użalano się nad zwolnionymi osobami, niby żartem dodając jak to trzeba uważać na te młode wilczki. No kocham takie dobre koleżanki. Faktem jest, że 10 lat w krokodylu skuteczne wyprało mnie z ambicji i chęci robienia kariery w tej firmie. Ostatni rok też się dołożył do tego. Jak to mówi kocica „strzyka mnie to”. W chwili obecnej mam gdzieś czy będę w sekretariacie czy dadzą mi miotłę w rękę i każą zamiatać podwórko. Interesuje mnie wypłata na koniec miesiąca w wysokości takiej jak dotąd. 8 godzin poświęconych polskiej myśli farmaceutycznej i zjazd do domu, do mojego dziabąga. To mnie nie strzyka. Swoją drogą, o ile moi szefowie są dość dobrzy jako biznesmeni, to w kwestiach zarządzania ludźmi, a w szczególności motywowania do pracy mają szczególny antytalent. Pokazali to nie raz. No dobra, nie będę ściemniać. Abstrahując od krokodyla i co tam się wyprawia – szukam innej pracy. Czas na zmiany. Zresztą plan od dawna był taki. Dziecko i nowa robota. Wiem, że kryzys i ciężko ale nigdy nie było mi łatwo. Cel jest konkretny. Mogę kawę nosić i zginać drut na spinacze ale tam gdzie chcę. Dość tracenia czasu w krokodylu. Jestem tak dojrzała, żeby stamtąd odejść, że wręcz przejrzała. Trzymaliście kciuki za Martuchę i jak pięknie wyszło, to co, potrzymacie za nas jeszcze, pliz? J 2010-01-30 21:04:21 skomentuj (4) Zwierzenia zakupowej analfabetki Statystycznej kobiecie zakupy podobno poprawiają humor. Podobno. Znaczy, że jeśli tak, to połowie kobiet poprawiają a połowę denerwują. Taka uroda statystyki. Ja mieszczę się w najdalszym odchyleniu standardowym od średniej. Chyba nie muszę dodawać, że jest to odchylenie najdalsze z lewej (przy założeniu, że wartości najgorszych niemot zakupowych są właśnie po lewej). Zakupy mnie dołują, dostaje oczopląsu i szczękościsku, migają mi kolory, fasony i boli mnie głowa. Nałażę się po sklepach i z reguły wracam do domu z niczym. Nie licząc oczywiście megawkurwienia. Nie wiem jak to się dzieje. Ponieważ od poniedziałku wracam robić tzw. karierę zawodową i w czymś to należy czynić, udałam się dwa razy na podbój centrów handlowych. Sponsorami tych wyjść byli: raz moja mama, drugi raz – mój mąż. W sensie, że zajęli się Martą „a ty, kochanie, idź kup sobie coś ładnego”. Poszłam. Ale zanim poszłam , dostałam listę zakupów. „Bo jak już będziesz na Targówku to kupiłabyś to, to i to, bo w wwl takiego nie ma.”. Pomyślałam sobie, luzik. Szybko obrobię zakupy w Carfurze a potem ziuuu do sklepików z ciuszkam, butkami itd. Tyle, że na drodze był korek bo zaspy. Jak tak stałam w korku to przypomniało mi się tysiąc pięćset zakupów spożywczo-przemysłowych dla mnie. Tak wiec w Carfurze zamiast 10 minut spędziłam 50, a wózek miałam tak wypakowany, że musiałam odprowadzić go do samochodu. Wracając z parkingu zauważyłam, że otworzyli Mothercare wiec wstąpiłam. I utknęłam na … Nie wiem ile ale długo. I tak minęły ponad dwie godziny moich zakupów a ja nawet nie weszłam do żadnego trendy szopu. Spanikowana poleciałam do H&M. Złapałam jakąś kamizelkę, spodnie, kieckę (wszystko czarne, wszystko 38) i wbiłam się do przymierzalni gdzie owe 38 napluło mi w twarz. Poszłam po 40-tkę ale tylko sukienki, bo spodnie i kamizelka jakoś kiepsko leżały. Owszem była, ale jak ją brałam z wieszaka to uświadomiłam sobie, że mam w szafie już dwie podobne czarne sukienki i nie tedy droga do modnego look’u. Postanowiłam otworzyć na umysł na oścież i wpuścić trochę kolorowego szaleństwa. Może jakieś szarości, beże, brązy. A może zupełny odjazd: brudny róż. Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską, a właściwie z fajną różową tuniką. Już nawet przetrawiłam jej cenę bynajmniej nie wyprzedażową, gdy zadzwonił mąż i nieśmiało zapytał czy zbliżam się już do wwl bo chyba dziecko się niepokoi. Uratował w ten sposób nasze walory na koncie ale zabił moje szanse na ożywczy powiew w szafie. Wracając do domu próbowałam okiełznać ból głowy, złość i znaleźć przyczyny mojej kolejnej porażki. Bo o co chodzi, że naprawdę zakup jakiejkolwiek szmaty na grzbiet to dla mnie taka trauma. Normalnie jestem czasami dość elokwentna ale na widok wieszaków pełnych dobra zapominam języka w gębie, zaczynam się jąkać, oblewa mnie pot a oko wpada w tik nerwowy. Czy chodzi tu o te 4 kilo nadmiernej tuszy po ciąży? No błagam Was, przecież 64 kg wagi to jeszcze nie xxl i sklepy dla puszystych. A może coś z tymi ciuchami nie tak, bo co na siebie wciągnę to tu odstaje, tam za ciasno a ówdzie nitki wyłażą. A może powinnam mieć plan zakupów. Na przykład, opracowuje w głowie jakiś zabójczy zestaw i szukam ciuchów tylko do niego. Celownik na czerwony bliźniak i nic więcej. Nie wiem. Tak też kiedyś próbowałam i nic. Konkluzji nadal brak, szafa pusta a ja nie dopuszczam do siebie myśli, że mimo dużej zmiany, która mi dobrze zrobiła na duszę, nadal za sobą nie przepadam i choćbym miała miliony swobodnej gotówki do dyspozycji, Lagerfeld i Donatella przynosiliby mi kreacje na złotej tacy, to i tak będę niezadowolona. Bo się nie lubię i się sobie nie podobam. Ponury to wniosek, owszem ale wybranie się na psychoterapię bo nie mogę sobie kupić ubrań to dość wyrafinowana przyczyna. Zresztą, mam gdzieś w czeluściach strychu rodziców magiczny kufer czasu, do którego trafiają rzeczy już niezbyt trendi ale nie do wyrzucenia. Oglądając arafatki śmiało prezentujące się na wieszakach w sklepach, przypomniałam sobie, że dysponuję takową właśnie w moim magicznym kufrze. Pójdę, poszperam, może jeszcze coś śmiesznego tam znajdę. Z drugiej strony jeśli wraca moda na rzeczy, które nosiłam jako nastolatka, czyli moda zatoczyła koło, to też nie jest to jakiś szczególny powód do radości. Kolejny dowód na to jaka jestem stara. Ale to akurat mnie w dniu dzisiejszym strzyka. W następnej odsłonie opowiem wam jak mąż mój posypał głowę popiołem i udał się do Kanossy a moja M rwała młodzianków z reklamówką na głowie. To paaaa. 2010-01-28 11:46:18 skomentuj (7) Anarchiaaaaa, anarchiaaaaa..... „Sto dni po ślubie” Emily Griffin po trylogii Larssona poprawionej „Gottlandem” Szczygła to tak jak zjeść pyszny obiad z czterech dań, w którym rolę deseru spełnia obłędne tiramisu, i popić to wszystko kwaśnym sikaczem za 3,50 zł. Normalnie się zatrułam i tyle. Nie wime, czy są na świecie tak infantylne trzydziestolatki, które na widok swojego byłego dostają amoku, do opisania którego potrzeba prawie 400 stron. Jak to kiedyś napisała Seszele byłym mówimy fuck off i nocnik na głowę. Niesmak próbowałam zabić „Głową Minotaura” Krajewskiego (baaaardzo słabiutkie) i „Margot” Witkowskiego. To drugie trochę lepsze ale niestety, Wojewódzki miał rację. Witkowski to Doda młodej polskiej prozy. Poza tym nie lubię ludzi, którzy psioczą na polski szołbiznes a sami aż sikają po nóżkach bo tak chcieliby się w nim znaleźć. Oprócz tego w związku z wizytą kolegów mojego męża wraz z małżonkami doszłam do dość smutnego wniosku, że to co ja uważam za zachowanie z klasą, inni interpretują raczej jako ciężkie frajerstwo. I za każdym razem obiecuje sobie, że na kolejny przytyk odpowiem równie „błyskotliwie” cos o nadmiernej tuszy przytykającej tudzież żerowaniu na majątku teściów. Ale potem jest zawsze tak samo. Kiedy słyszę coś przykrego to nawet nie chce mi się ust otwierać do polemik z taką „hrabiną” bo jak się nauczyłam, „hrabinje” mają z reguły buzie od ucha do ucha. Niby maniery z kamienicy z dziada pradziada na Hożej ale wystarczy lekko poskrobać patynę nabytą w Tesco za 2,99 zł a wyłazi jadowitość i rynsztok jak z Brzeskiej. Tak to jest jak się ma anarchię we krwi a nie tylko na przypince w klapie ;-))) 2010-01-20 12:12:11 skomentuj (4) Zawsze chciałam taką mieć. I mam :-)))
2010-01-18 09:43:13 skomentuj (2) Zazdrość - Hey
Helo dziewczęta. A pamiętacie taki hicior z pierwszej płyty Heya? 2009-12-19 23:37:08 skomentuj (4) Halo, jest tam kto? Wchodzi ciocia Ida do sklepu z materiałami i pyta: „Przepraszam, czy maja Państwo naturalny len?” „Oczywiście – odpowiada Pani sprzedająca. – Tutaj są lny 100 % akryl a tutaj z domieszką.” Tak mnie zatkało, że poszłam nawet obejrzeć te lny naturalne 100 % akryl.
Niedawno pierwsza poprosiła o „wynaturzenie” się co do swoich marzeń. Myślałam, myślałam i jakoś nic nie mogłam wymyślić. Zmroziło mnie. Czyżbym nie miała marzeń? A może bała się? Albo co gorsze czy już jestem taka drętwa, że nie umiem. I nie mówię o takich marzeniach jak zrobienie łazienki na piętrze czy ogrodu bo to jest proza życia. Kiedyś marzyłam o podróży na Wyspę Wielkanocną? A teraz o ruszeniu z miejsca mojego życia zawodowego. I żeby Marta była zdrowa. I w swoim życiu trafiała na fajnych ludzi. I tyle. 2009-12-09 22:20:41 skomentuj (2)
|
księga gości
New Love Joga-Joga coś dla ciała i dla ducha Real Love fan official Hurtownia Barbarella wonderwoman pierwsza case mama Igora rosemary chuda zebra greta fringilla warszawiak bena szop khem change wektor majk zimno tutaj inwektywy: ida27@poczta.onet.pl 2010 luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik sierpień |